Blog
Polityka jest misją
Grzegorz Wszołek - gw1990
Grzegorz Wszołek - gw1990 gw29ster@gmail.com
282 obserwujących 1280 notek 3950682 odsłony
Grzegorz Wszołek - gw1990, 14 stycznia 2017 r.

Koniec gimnazjów i „wstrzelania się w klucz”

1034 20 0 A A A

Przechodziłem i przez gimnazjum, i przez liceum. Powiem wprost: po ukończeniu szkoły gimnazjalnej nie ma mowy o „lepszych szansach na rozwój”, jak twierdzą obrońcy tego rozwiązania. A eksperci nie mają wątpliwości: „Strukturalna reforma edukacji jest wstępem do reformy programowej. Musimy porządnie uczyć”.

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o reformie oświaty. Przeciwnicy tej obietnicy wyborczej PiS‑u wołają więc: „»Nie« dla chaosu w szkole”. Obawiają się tego, co prędzej czy później i tak musiałoby nadejść. Cóż, protesty, nawet nauczycieli, nie są niczym nowym w świecie demokratycznym. Gorzej sprawa wygląda, jeśli chodzi o argumenty, którymi operują przeciwnicy minister Anny Zalewskiej.

Ze strony zatrwożonych o „los polskich dzieci” i „unicestwienie szkoły”, padają często ostre frazy dotyczące profesji nauczyciela. Podczas protestu ZNP i KOD‑u w Warszawie jeden z przedstawiających się jako belfer oskarżał rząd o próbę wprowadzenia „ksenofobicznej szkoły”, która stanie się „kuźnią kadr dla Wojsk Ochrony Terytorialnej Antoniego Macierewicza”. Nic nie wiadomo o tym, by resort przygotowywał projekt zmian w szkołach. Taki argument jednak padł i powtarzany jest w mediach społecznościowych. Podobnie jak dziesiątki innych: „Mówię »nie« rozbiórce w oświacie. Jak mamy uczyć, pracować, jak? ” – pytała jedna z nauczycielek protestujących w Warszawie. Cóż, skoro nauczyciele poradzili sobie z reformą Mirosława Handkego, dlaczego nie mieliby poradzić sobie teraz?

Protestujący twierdzą także, że bronią dzieci przed zamętem. Tymczasem polska szkoła – kto uczęszczał do niej w ostatnich blisko dwóch dekadach, wie, o czym piszę – to jeden wielki chaos. Gorzej, gdy na jednym wydechu nauczyciel wstawia się za dobrem uczniów, a natychmiast dodaje: „Stracimy pracę przez reformę PiS‑u”. Czy chodzi o przyszłość dzieci, czy nauczycieli? Nie jest tajemnicą, że o pracę w szkole jest trudno. W wielu dorabiają emerytowani nauczyciele. Młodzi często mogą liczyć jedynie na pół etatu. Nie wiadomo, czy biorąc pod uwagę niż demograficzny, jakakolwiek reforma może to zmienić.

Związkowiec Broniarz za reformą, a nawet przeciw

Protestujący przeciw reformie mają niezbyt wiarygodnego sojusznika. To Sławomir Broniarz, szef ZNP, który urządzał przed 17 laty głodówkę przeciwko… wprowadzeniu gimnazjów. Dziś twierdzi „że się pomylił, bo gimnazja się sprawdziły”. Na domiar tego zarząd ZNP w październiku 2015 r. podpisał „deklarację programową Zjednoczonej Lewicy”, w której czytamy: „Gimnazja to nieudany eksperyment oświatowy. Takie same cele edukacyjne można było osiągnąć, dokonując reformy podstawy programowej, bez zmiany struktury organizacyjnej polskiego szkolnictwa. Podkreślamy, że gimnazja przyczyniają się do kumulacji problemów wychowawczych. Opowiadamy się jednocześnie za utrzymaniem 12-letniego okresu edukacji szkolnej, co stanowi gwarancję dla utrzymania miejsc pracy nauczycieli”. To nie wszyscy. Działaczka SLD Monika Pniakowska, nauczycielka z myszkowskiego LO, żaliła się w 2013 r: „Obserwuję gimnazjalistów […] widzę, jak trudno przygotować im się do matury. Dlatego jestem zwolenniczką 8 klas podstawówki i 4 klas liceum”. Dziś prominentni działacze lewicy maszerują z KOD‑em i ZNP, zapominając o własnym programie i deklaracjach.

Sławomir Broniarz w marcu zamierza zorganizować strajk generalny. Dyrektorzy szkół w koncepcji ZNP zgodzą się na zamknięcie szkół, a dzieci miałyby przynajmniej jeden dzień wolny od zajęć.

Dzieci na tarcze

Sprawa bulwersuje. Jak mówi „Codziennej” prof. Andrzej Waśko, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie: – Jeśli ktoś chce użyć dzieci do próby obalania rządu, to bierze na siebie ogromną odpowiedzialność. Zapowiedź strajku generalnego to przykład przeniesienia konfliktu politycznego do szkół, mieszanie dzieci do polityki tuż przed egzaminami maturalnymi. To działanie skrajnie nieodpowiedzialne. Liczę na to, że czegoś takiego nie będzie – dodaje krakowski profesor [i publicysta „Gazety Polskiej”], który będzie w imieniu prezydenta Andrzeja Dudy pilnował wprowadzania reformy edukacji.

– Wiadomo, że Broniarz protestował przeciwko utworzeniu gimnazjów, teraz nie zgadza się na ich likwidację. Tu nie chodzi o gimnazja, ale o szerokie działania polityczne opozycji w ogóle. Reforma oświaty jest tematem nośnym walki politycznej. Opozycja myśli, że ma tu coś do wygrania, ale się rozczaruje. Rząd jest zdeterminowany, by reformę edukacji przeprowadzić – zapewnia prof. Waśko.

Okrojona nauka w gimnazjum i liceum

Inny, równie absurdalny argument za zablokowaniem reformy brzmi: „Za likwidacją gimnazjów są ci, którzy nigdy do nich nie uczęszczali”. Cóż, sam przechodziłem i przez gimnazjum, i przez liceum. Miałem szczęście – obie szkoły mieściły się w jednym budynku. Gimnazjum było jednak jedynie przepustką do dobrego liceum – czymś, czym będzie ośmioklasowa szkoła podstawowa. Jako miłośnik historii w systemie „3 + 3” (podstawówka + gimnazjum) nie miałem czego szukać. Z liczbą godzin tego przedmiotu zawsze były problemy. W trzeciej klasie gimnazjum zajęcia kończyły się na II wojnie światowej, w liceum zaczynało się materiał od początku.

W praktyce młody człowiek kończy edukację z historii na 1945 r. (w najlepszym razie). Okres PRL‑u – jeśli w ogóle – jest omawiany po łebkach. Gdy uczeń podejmuje decyzję o zdawaniu historii rozszerzonej na maturze, przyswaja materiał w ciągu niecałych trzech lat, podczas gdy kiedyś miał na to o rok więcej. Walka z czasem dotyczy zresztą wszystkich. Czteroletnie liceum przynajmniej częściowo rozwiąże i ten problem, i stres uczniów, ale i nauczycieli.

Z ust polityków Nowoczesnej można usłyszeć, że „gimnazjum było furtką do lepszej przyszłości i wyrównania szans”. Jednak gimnazjum i tak kończy się na złożeniu dokumentów do szkół licealnych, które selekcjonują za pomocą punktów. Po ukończeniu szkoły gimnazjalnej nie ma zatem mowy o „lepszych szansach na rozwój”. Ani ja, ani moi rówieśnicy, którzy kiedyś uczęszczali do gimnazjum, nie rozpatrywali tego w takich kategoriach, o jakich mówią protestujący.

Wiedza testowa w szkołach i na uczelniach

Inny problem, którego nie rozwiąże sama zmiana w edukacji, o czym minister Anna Zalewska musi pamiętać, to kształcenie „wiedzą testową”. Szkoła od dawna przestała uczyć wyciągania wniosków i stawiać na inwencję twórczą. Egzaminy gimnazjalne i matury polegają w większości na poprawnym rozwiązaniu testu – „wstrzeleniu się w klucz” założony przez Centralną Komisję Egzaminacyjną (CKE).

Dlatego dobrym ruchem MEN‑u była rezygnacja z egzaminu gimnazjalnego, który może być zastąpiony wewnętrznymi sprawdzianami wiedzy. Szkoła promowała dotąd de facto przeciętnych uczniów, którzy nie poświęcali nauce zbyt wiele czasu, a potrafili rozwiązywać testy. Jak kiedyś napisał dr Jerzy Lackowski, nauczyciel i wykładowca na UJ: „Polska szkoła jest fabryką rozwiązywania prymitywnych testów”. I tu ma nastąpić zmiana: – Reforma strukturalna jest wstępem do reformy programowej, musimy porządnie uczyć i porzucić wiedzę testową. Efekty nauczania zależą przecież od poziomu egzaminowania. Reforma nie jest końcem, ale początkiem zmian, tak jak powiedział prezydent Andrzej Duda – uważa prof. Andrzej Waśko.

Jeśli dodamy do tego umasowienie egzaminów dojrzałości – „każdy musi mieć maturę” – i podobny „standard” przy studiach wyższych, mamy odpowiedź na bolączki trapiące polską edukację. Reforma „8 + 4” powinna więc łączyć się ze zmianą podejścia na wyższych uczelniach.

Wyższe uczelnie hodują dzisiaj „znawców testów”. Przyjmują niemal każdego. Na większości kierunków należy oczywiście spełnić kryteria: niezłe oceny na świadectwie dojrzałości, dobra średnia z przedmiotów, ale trudno ukryć, że szkoły wyższe kierują się dziś argumentami biznesowymi – im więcej studentów, tym wyższe dofinansowania z ministerstwa. W rezultacie np. siedem lat temu na wydziale historycznym znanej uczelni studia dzienne podjęło na pierwszym roku ok. 300 absolwentów szkół licealnych. Po pierwszym roku dostrzegalny był odsiew. Licencjat napisała i obroniła nawet nie połowa (!) z przyjętych studentów, a studia magisterskie ukończyło około jednej trzeciej przyjętych na pierwszy rok.

Co więcej, na studia historyczne można było się dostać dzięki maturze zdanej np. z geografii. Podczas rekrutacji nie liczyła się średnia z pierwszych trzech lat edukacji ani nawet to, że student przeszedł przez szczebel licencjacki i chce kontynuować naukę.

Trudno w to uwierzyć, ale poważna polska uczelnia zastosowała manewr: kto pierwszy, ten lepszy. Im szybciej student z dowolnego kierunku, byle z dyplomem licencjata, wpłacił opłatę rekrutacyjną, tym był wyżej ulokowany na liście przyjętych. Dopiero po naszym proteście władze instytutu wprowadziły zmiany – zamiast wymaganych opłat priorytetem stała się średnia z przedmiotów i oceny na dyplomie.

Na pierwszym roku profesorowie często narzekali na poziom odpowiedzi na kolokwiach ze średniowiecza. A czy może to dziwić, skoro student w ciągu pół roku musi przestawić się z arkusza CKE na pogłębioną lekturę? System trzech lat gimnazjum i niecałych trzech liceum nie przygotowuje w żaden sposób uczniów do nauki na studiach. To jest po prostu przepaść.

Co zrobi szefowa MEN‑u?

Polskiej szkole potrzebna jest reforma strukturalna i systemowa. Od najniższych szczebli wzwyż. Jeśli część środowiska nauczycielskiego będzie operowała argumentami, jak te zaprezentowane podczas warszawskiego protestu, polska nauka nie ruszy do przodu. Jeśli reforma ma wejść w życie w roku szkolnym 2017/2018, szefowa MEN‑u powinna przedstawić podstawę programową. Zaprezentować, być może zapraszając nawet ZNP, wyliczenia dotyczące tego, ilu nauczycieli może stracić pracę z powodu reformy, a ilu z powodu trapiącego Polskę niżu demograficznego.

Według prof. Andrzeja Waśki, który pracuje nad zmianami w oświacie, zwolnień nie będzie. – Opozycja i ZNP doskonale wiedzą, że zwolnień nie będzie, jest to pretekst do politycznej awantury, tak jak okupacja Sejmu. Broniarz jest politykiem i to dość skutecznym, nie sądzę, żeby chciał podzielić los liderów totalnej opozycji – komentuje.


Tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą.

image Grzegorz Wszołek
image
Utwórz swoją wizytówkę

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dziękuję! Pozdrawiam
  • Z grubsza podzielam Pański pogląd :) Ale jeśli czytałby Pan Twittera, nabrałby Pan...
  • Nie chodzi o Brukselkę i dziennikarza, tylko to, że nagminnie pani obraża i bawi się w...

Tagi

Tematy w dziale Społeczeństwo